poniedziałek, 1 kwietnia 2013

45. Opętany

- Zabiłeś ją...dlaczego? - zapytał drżącym głosem, nie mógł uwierzyć w to, że tuż przed sobą ma twarz zabójcy cennej dla niego osoby. Mężczyzna słysząc przerażenie w głosie chłopaka uśmiechnął się i odszedł od więźnia.
- Dlaczego pytasz? W sumie to nie wiem! Bo tak mi się podobało, to przerażenie w jej oczach, rozpacz przed śmiercią i twoją i jej! Urodziła potwora, od samego początku powinieneś zginąć, popełniła grzech. A na moje nieszczęście spotkałeś już swojego ojca - odparł rzucając w Salamandra nożem, który wbił się w jego rękę, krzyknął z bólu nie mogąc wytrzymać prawdy.
- Spotkałem go? Kiedy? Kim on jest?! - chciał znać całą prawdę, ale nie zdawał sobie spawy z tego jak bolesna może ona być, jak bardzo może zmienić jego życie. Szarowłosy podszedł do niego.
- Skoro i tak tu umrzesz, powiem ci prawdę. Twoja matka był człowiek, twoim ojcem jest potwór. Hana chciała pokazać że da się pogodzić dwa światy, ale tak nie jest. Wszyscy mówili, aby przestała nim stanie się najgorsze, ale ona cały czas upierała się przy swoim. I stało się, zaszła w ciąże. Były propozycje usunięcia jej, ale ona nie chciała, powiedziała że nawet jeśli będziesz potworem, ona cię urodzi i wychowa, ponieważ masz takie samo prawo do życia. Ale to kłamstwo, twoim przeznaczeniem jest śmierć i właśnie tego dopełnię. A co do ojca, już go spotkałeś, spędziłeś z nim kilka miłych chwil, tylko cię zostawił. Domyślasz się kto to może być? No dalej, powiedz to - śmiał się mężczyzna.
- Niemożliwe, Igneel jest... - do jego oczu napłynęły szkliste łzy, lecz nie pozwolił aby wypłynęły. To nie mieściło mu się w głowie.
- Tak.
- Igneel jest moim ojcem, prawdziwym ojcem. Ja jestem...
- Dzieckiem człowieka i smoka, dlatego musisz zginąć
- Kłamiesz, prawda? - zapytał z szeroko otwartymi oczami z przerażenia, zaczął się cicho śmiać. Nie chciał w to wierzyć, dla niego to było zbyt wiele.
- Czemu miałbym kłamać? Przynajmniej poznasz prawdę przed śmiercią, będziesz się smażył w piekle. Teraz zabiję ciebie, a później tego gada, a jeszcze żeby było weselej, całe Fairy Tail. Co ty na to? - zadrwił przykładając ostrze miecza do klatki piersiowej Salamandra. 
- Zamknij mordę, bo jesteś tylko mocny w gębie - usłyszał głęboki, a zarazem straszny głos Smoczego Zabójcy - zabij mnie jeśli chcesz, ale moich przyjaciół, gildię i Igneela zostaw w spokoju! - krzyknął rozwścieczony. Później poczuł już tylko ból przeszywający całe jego ciało, echo odbijało kapiące krople krwi na podłogę, mieszając się z brudem i zaschłą szkarłatną cieczą.
- Coś jeszcze? - zapytał mężczyzna jeszcze mocniej wbijając ostrze w ciało chłopaka, różowowłosy splunął krwią.
- Pierdol się - wychrypiał ze złością. Szarowłosy wyciągnął miecz z klatki piersiowej różowowłosego, po czym kopnął go mocno w brzuch, a następnie na powrót uderzając rękawicą odzianą kolcami w twarz chłopaka, mimo wszystko nie usłyszał krzyku, czy chociaż jęku bólu, a cichy i przerażający śmiech.
- I co? Czujesz się lepiej bijąc kogoś kto nie jest w stanie walczyć? Boisz się, że gdybym był wolny pokonałbym cię bez mrugnięcia okiem? Masz rację, jestem od ciebie silniejszy, więc bij mnie ile chcesz, bo to tylko łaskocze. A wiesz co...w sumie to robi się nudne, więc ja też chce mieć z tego trochę zabawy - oznajmił sprawiając że kajdany i łańcuchy dosłownie stopiły się, bez zastanowienia uderzył zapaloną pięścią w twarz mężczyzny, sprawiając tym samym, że przebił się przez ścianę budynku, wydostając się na zewnątrz. Ludzie spojrzeli na nich z przerażeniem i zaczęli uciekać krzycząc z całych sił "potwór".
Nie zaprzestając na jednym ciosie, ruszył dalej na przeciwnika, nie dając mu żadnych szans na obronę, a tym bardziej na atak. Przyodziewając swoje dłonie w ogień utworzył jakby dwa długie bicze i wycelował nimi we wroga, posyłając go kolejne kilka metrów w tył. Złapał go za szyję i rzucił o jakiś mur, robiąc w nim tym samym sporą dziurę. Następnie kopnął mężczyznę w brzuch, tak że ten splunął krwią. Wyrwał z pobliskiego straganu kawałek drewna bez wahania roztrzaskał go o głowę szarowłosego. Ten chciał sięgnąć po miecz, ale Salamander nie pozwolił mu na to, przygniótł jego nadgarstek stając na niego i biorąc broń do ręki.
- Co już  nie jesteś taki pewny siebie co? Utnę ci ten paskudny ryj!
Wykrzyczał, lecz zatrzymał ostrze tuż przed jego twarzą i zamiast tego wbił je w bark wroga. Chwycił go za bluzkę i podniósł do góry, sprawiając że miecz przeciął jego ciało. Upuścił go, śmiejąc się.
- No uciekaj, tak będzie zabawniej nie sądzisz? - zadrwił patrząc na przerażonego mężczyznę, który ze strachem wymalowanym na twarzy zaczął uciekać ile sił w nogach. Smoczy Zabójca powolnym i spokojnym krokiem podążył za nim, nawet nie zauważył kiedy znalazł się tuż obok gildii, lecz i tak nie zwrócił na to uwagi. Szarowłosy wbiegł do budynku błagając o pomoc. 
- Co się dzieje? - zadała pytanie Erza.
- On tu idzie... - po chwili usłyszeli ciche kroki, stanęli gotowi do walki.
- Rany, rany...jesteś strasznie nudny - usłyszeli znajomy głos, mimo to nie chcieli wierzyć w to co było prawdą. Ujrzeli Dragneela z psychopatycznym uśmiechem na twarzy i skórą poplamioną krwią - koniec zabawy, przegrałeś.
Wszyscy stanęli wryci nie mogąc się ruszyć, to nie był ich przyjaciel. To był ktoś podobny do niego, za bardzo podobny. Chwycił za włosy przeciwnika, podnosząc go do góry, po czym wyprostował drugą dłoń.
- Kim ty jesteś? Jakim cudem tak łatwo mnie pokonałeś? - zapytał przerażony.
- Powiem ci coś zanim cię zabiję...Natsu Dragneel, mam nadzieję że to zapamiętałeś, ponieważ teraz zabierzesz to imię do grobu. Trzeba było się modlić, żebyś mnie nie spotkał, a i przekaż Szatanowi ode mnie, żeby szykował dla mnie miejsce, bo już nie mogę się doczekać jak pokażę mu kto jest prawdziwym potworem, ogień to mój żywioł, powiedz mu żeby się pieprzył - jednym ruchem wbił dłoń w klatkę piersiową szarowłosego, po chwili wyrywając jego serce. Oczy Smoczego Zabójcy zaślepione były gęstą mgłą szkarłatnej krwi, unoszącej się w powietrzu, obciążonym gniewem i rozpaczą. Krew na jego skórze była pewnym symbolem wypełnionej zemsty, targało nim teraz wiele uczuć, lecz żadne z nich nie było błogosławieństwem, a uczuciem wyjętym z czeluści piekieł. Serce, które wciąż biło zapłonęło gorącym płomieniem nienawiści i żądzy mordu. 
- Jeszcze nie skończyłem - dodał rzucając serce na podłogę. Ściskając jego szyję uderzył nim o ziemię biorąc do ręki nóż. Lecz nim zdążył ponownie go zranić, zobaczył przed sobą ostrze miecza Tytanii. 
- No co jest? Wahasz się? - zapytał drwiąco, nawet Erze to przerażało. Odłożył nóż i odwrócił się w stronę Scarlet, ujrzał łzy w jej brązowych oczach.
- Natsu, to naprawdę ty? - jej głos drżał ze strachu.
- Oczywiście, że tak. Co nie poznajesz mnie? - podniósł delikatnie jej podbródek ku górze, na jego ustach gościł psychopatyczny uśmiech ukazujący kły. Po jej policzku spłynęła słona łza - boisz się? - wypowiedział te słowa z pewnym zadowoleniem w głosie. Nagle w jego stronę zaczął biec Jellal z zamiarem zadania ciosu, lecz poczuł jedynie ból po chwili leżąc na ziemi - żałosne. 
- Natsu przestań! - wykrzyczała Heartfilia ze łzami w oczach. Podbiegła do różowowłosego mocno przytulając się do jego torsu - opanuj się, proszę. To nie jesteś ty, otwórz oczy, błagam. Ja cię kocham - wyszlochała.
- Lu...cy - wydukał odzyskując świadomość otaczającego go świata. Mgła z jego oczu zaczęła stopniowo znikać. Na blond włosy dziewczyny zaczęły skapywać ciepłe  łzy bólu. 
- Proszę - powtórzyła, chcąc aby zbudził się z tego koszmaru. Nagle poczuła, że ktoś go od niej odciąga, to był Gajeel. Wykręcił ręce Salamandra to tyłu, Cana zabrała Lucy w przeciwną stronę  - nie róbcie mu nic!
- Zrozum, to nie jest Natsu którego znasz, już nie - powiedziała Alberona. 
- Nie! To jest Natsu, ja to wiem - zaprzeczała magini, po czym przeniosła wzrok na ukochanego, wierzyła że to był on, nie mogła się mylić. Do chłopaka podszedł Makarov badając go wzrokiem.
- Przykro mi, nie mam innego wyboru - oznajmił smutno celując w pierś Salamandra strumieniem mocy, który przeszył jego ciało na wylot. Heartfilia stanęła jak wryta, zobaczyła jedynie upadające na ziemię, bezwładne ciało maga ognia. 
- Dlaczego? DLACZEGO TO ZROBIŁEŚ?! - wykrzyczała zaciskając dłonie w pięści, po jej policzkach spływały krystaliczne łzy. Podbiegła do Dragneela odwracając go na plecy, zobaczyła puste, zielone oczy pozbawione życia - zabiłeś go. Nienawidzę cię, nienawidzę was. Czy nie był waszym przyjacielem?!
Nagle rozbłysło jasne światło z miejsca gdzie w ciele Smoczego Zabójcy była dziura. Zmrużyła oczy chcąc zobaczyć co się dzieje. W powietrzu jakby znalazła się chmura mrocznej mocy, napawająca obrzydzeniem. Po krótkiej chwili blask światła znikł pozostawiając jedynie zło.
- To jest powód - oznajmił mistrz gildii wskazując na chmurę. 
- Co to takiego? - zadała kolejne pytanie Wendy.
- To było w Natsu. Zawładnęło jego duszą, kiedy był najsłabszy - odparł.
- Trzeba to zniszczyć - dodał Gray tworząc lód, Erza przyjęła postawę do walki, każdy chciał to zniszczyć, aby ocalić przyjaciela. 
- To coś było w Natsu? To przez to coś on teraz leży tu martwy?! Zapłacisz mi za to - wykrzyczała wstając. Zaczęła inicjować zaklęcie, recytując odpowiednią inkantację. Wokół niej pojawiły się różnokolorowe kule świateł, które po chwili z ogromną siłą uderzyły w cel.


Zajrzyj w niebiosa, otwórz je na oścież
Poprzez poświatę wszystkich gwiazd na nieboskłonie
Pozwól im się poznać, poprzez mnie
O Tetrabilbliosie
Jam ta, która gwiazdami włada
Uwolnij swą postać, swą wrogą bramę.
Niech 88 znaków
Zabłyśnie
URANOMETRIA!


Czarna chmura mrocznej magii rozprysnęła się w powietrzu przy mocy potężnego zaklęcia wróżki. Lucy wpatrywała się w miejsce gdzie przed chwilą było źródło jej nienawiści. Jednak dla niej wciąż było za mało, tym nie odkupi życia ukochanego. Spojrzała ze złością w szklistych od łez brązowych oczach na mistrza gildii.
- Mówiłeś, że jesteśmy twoimi dziećmi. Więc dlaczego?
Nie miał odwagi aby jej odpowiedzieć, a tym bardziej spojrzeć w oczy. Zacisnęła usta w wąską linię, powstrzymując łkanie. Odwróciła się w przeciwną stronę i uklękła przy Salamandrze. Musnęła delikatnie opuszkami palców jego policzek, widząc na wpół otwarte, martwe oczy. Jego usta były delikatnie rozchylone jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale nie zdążył. Przytuliła jego bezwładne ciało do siebie, chcąc poczuć bijące od niego ciepło.
- Lucy... - zaczął Jellal chcąc podejść do blondwłosej.
- Nie zbliżaj się! - wykrzyczała wyciągając jeden ze złotych kluczy.
- Otwórz się bramo Lwa: Loke! - przed nią pojawiła się postać średniego wzrostu chłopaka o pomarańczowych włosach i lazurowych okularach, zasłaniających czarne oczy. Poprawił rękaw od czarnej marynarki, patrząc na magów.
- W czym mogę pomóc Lucy? - zapytał spokojnym tonem.
- Jeśli ktoś będzie chciał zbliżyć się do Natsu, atakuj - rozkazała.
- Nie przesadzaj przecież... - zaczął Loke.
- Nie przesadzam, zabili go! Nazywali go przyjacielem i co zrobili?!
- Rozumiem, zrobię co chcesz - oznajmił, mimo iż był w lekkim szoku po tym co usłyszał, ale dopiero teraz dostrzegł martwe ciało Dragneela. Usłyszała jakiś cichy szept, lecz żadnego słowa. Spojrzała na różowowłosego i ujrzała jak delikatnie porusza ustami, starając się coś powiedzieć, lecz jego oczy nadal były na wpół otwarte, a zazwyczaj żywa zieleń stała się martwa.
- Cicho bądźcie! - wykrzyczała aby móc usłyszeć ciche słowa. Głosy magów ustały, wszyscy wytężyli słuch - powtórz - poprosiła.
- Wy...star...czy - wychrypiał  cicho, widząc przed sobą ledwo widoczną postać blondwłosej. Heartfilia widziała ile wysiłku musiał włożyć w wypowiedzenie jednego słowa. Kąciki jej ust lekko wygięły się ku górze, lecz nie przestawała płakać.
- Już nic nie mów - powiedziała uciszając go.
- Lucy...pocałuj mnie - poprosił delikatnie się uśmiechając. Przeczesała palcami jego włosy i powoli zbliżyła swoje wargi do jego. Po chwili poczuł słodki smak jej ust, zapominając o bólu. Nadal trzymając złoty klucz w swojej dłoni, przyłożyła go do głębokiej rany na klatce piersiowej chłopaka, nie zdając sobie z tego sprawy. Złoty blask pojawił się między nimi, sprawiając że dziura zaczęła się zasklepiać. Oboje poczuli ogarniające ich ciepło życia. Powoli odsunęli od siebie usta, spojrzała w jego oczy, które zaczęły stopniowo odzyskiwać dawny blask. Ukazał skrawek białych kłów przykładając rozgrzaną dłoń do jej zaróżowionego policzka.
- Teraz to ty mnie uratowałaś, dziękuję - oznajmił. Dziewczyna zachichotała przytulając mocno ukochanego, ten odwzajemnił uścisk, lecz po chwili dostrzegł swoje ręce skąpane w szkarłatnej krwi. Przeniósł wzrok na martwe i spalone ciało zabójcy jego matki - mam nadzieję, że cierpiał.
- Nie mów tak. Wtedy, nie byłeś sobą, przecież on...
- Zabił moją mamę! Zasłużył na cierpienie! - wykrzyczał, Lucy dostrzegła jak jego oczy szklą się od łez, którym nie pozwolił wypłynąć. Te słowa były dla niej szokiem, doskonale znała ten ból utraty matki, ale nie w ten sposób.
- Igneel - powiedział stanowczo.
- Co Igneel? - zadał pytanie zdziwiony Gajeel.
- Muszę go znaleźć.
- Po co?
- Musi mi coś wyjaśnić - wycisnął przez zaciśnięte zęby. Loke widząc że sytuacja się polepszyła z uśmiechem na ustach, wrócił do świata Gwiezdnych Duchów.   
- Natsu, naprawdę nie pamiętasz co się stało? - zdziwiła się Erza, nadal miała przed oczami jego psychopatyczny wyraz twarzy, wtedy nie widziała swojego przyjaciela, a żądnego krwi mordercę, nie odróżniającego dobra od zła. 
- Pamiętam do pewnego momentu, do momentu kiedy wbiłem w niego miecz, ale wtedy już traciłem kontrolę - oznajmił łapiąc się za głowę z próbą przypomnienia chociaż jednego fragmentu, z momentu zabójstwa. 
- Ciekawi mnie, skąd się to w tobie wzięło - zastanawiał się Makarov.
- Nie wiem, nie mam pojęcia. Ale...ja to nadal czuję - oznajmił przykładając dłoń do klatki piersiowej - czy ja znowu stracę kontrolę?
- Bardzo możliwe, to dzieje się kiedy targa tobą zbyt wiele uczuć, kiedy będziesz najsłabszy wewnątrz siebie. Dobrze, że teraz się opamiętałeś bo to mogło skończyć się o wiele gorzej - powiadomił mistrz Fairy Tail. Dragneel słysząc to zacisnął mocno powieki i uderzył pięścią w ścianę.  
- Wyjmijcie to ze mnie! - wykrzyczał z przerażeniem w oczach. 
- Co ty wygadujesz?! - zaprotestował Fullbuster podchodząc do przyjaciela.
- Nie chce tego! A co jeśli skrzywdzę kogoś z was?! Nie wybaczę sobie wtedy, jesteście dla mnie zbyt ważni, nie mógłbym... - nie dokończył, ponieważ upadł na ziemię z hukiem czując ból na twarzy. Spojrzał na sprawcę, okazało się że był to mag lodu. Stał z zaciśniętą dłonią w pięść, po czym podszedł do różowowłosego i podniósł go do góry za szalik.
- Przestań! Nie jesteś jakimś potworem żeby krzywdzić osoby, na których ci zależy. Dokonałeś rzeczy niemożliwych i udowodniłeś co to znaczy prawdziwa przyjaźń - pouczył przyjaciela patrząc wprost w jego oczy.
- Ale kiedy to przejmie nade mną kontrolę, nie będę sobą. A może to jestem prawdziwy ja? - wszystko w jego głowie zaczęło się komplikować, nie wiedział którą ścieżką ma iść, pojawiło się przed nim zbyt wiele dróg. Której by nie wybrał, była błędem, który może spowodować utratę samego siebie.
- Przez właśnie, takie coś przejął nad tobą kontrolę - oznajmił Makarov - postarałem się usunąć tą magię z twojego ciała, ale jedynym sposobem była twoja śmierć. Ale coś chce żebyś żył, dlatego nie możesz się poddać. Jeden błąd i stracisz kontrolę, rozumiesz? - wyjaśniał staruszek.
- Nie chcę tego w sobie! - zaprotestował.
- Nic na to nie poradzę, to jest w twoim sercu. Sam musisz się tego pozbyć, ale możesz liczyć na pomoc przyjaciół. Jesteś dobry, ale jakaś cząstka ciebie jest odmienna, stara zmienić ciebie w potwora - Salamander słysząc to spuścił ręce w dół i z niedowierzeniem spojrzał na mistrza gildii. Lecz nie miał zamiaru się tym wszystkim zadręczać, wyszczerzył w uśmiechu białe kły.
- E tam! Mam ważniejsze sprawy na głowie - oznajmił.
- Jakie? - zapytała zaciekawiona Tytania.
- Jestem głodny - powiedział trzymając się za brzuch, wszyscy słysząc to załamali się, ale po chwili wybuchli głośnym śmiechem.
- Typowy Natsu - ucieszyła się Mirajane. Chłopak podszedł do baru i poprosił o cokolwiek do jedzenia, w gildii znów panowała atmosfera Fairy Tail.

*  *  *

Erza siedziała w swoim pokoju, spoglądając na zachodzące słońce. Nie miała na sobie zbroi, lecz swobodny strój. Myślała o wszystkim co się wydarzyło w tak krótkim czasie, po raz pierwszy bała się swojego przyjaciela. Lecz to, że był już sobą sprawiło, że na jej ustach pojawił się ciepły uśmiech. Usłyszała ciche pukanie do drzwi, które wyrwało ją z zamyślenia. Spokojnym krokiem ruszyła w ich stronę, kiedy uchyliła je ujrzała postać niebieskowłosego chłopaka. 
- Chodź na spacer - zaproponował wiedząc jak piękna jest pogoda. Dziewczyna wyszła z pokoju i oboje skierowali się w stronę wyjścia. Przechodzili w ciszy przez prawie puste ulice Magnolii. Czasem przeszedł jakiś człowiek kierujący się do domu, ale nie oni, którzy szli teraz przed siebie nie zważając na czas. Jellal spojrzał na ukochaną. Jej postać oświetlały pomarańczowe promienie zachodzącego słońca, pięknie harmonizując z jej szkarłatnymi włosami, które delikatnie tańczyły na wietrze. Nie mógł spuścić z niej wzroku, była piękna jak kwiat. Szkarłatny kwiat rozkwitający samotnie na polu bitwy, którego piękność jest potężna, ale równie smutna. Nie miała teraz na sobie zbroi, ani nie trzymała w dłoniach miecza. Była tą samą, a równocześnie inną Erzą. Kiedy ją poznał była zagubioną w świecie dziewczynką, a teraz stała się pewną siebie kobietą, która wie czego pragnie. 
Szli teraz wzdłuż plaży obsypanej złocistymi ziarenkami piasku, które zmywała lśniąca woda będąca lustrem, w którym widoczne było zachodzące słońce. Tytania delikatnie stąpała po chłodnej wodzie uciekając przed większymi falami, w jednym momencie kiedy chciała uniknąć kolejnego przypływu wpadła na Fernandesa, przez co oboje upadli na piasek, gdzie po chwili zamoczyła ich woda. Scarlet zaśmiała się chwytając za policzki niebieskowłosego, ten odwzajemnił uśmiech. Jej szkarłatne włosy rozlewały się na piasku, kołysząc się delikatnie wśród fal morza.


Spoglądali w swoje oczy zbliżając do siebie swoje twarze. Po chwili ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku, długim i słodkim. Dla nich była to chwila, która mogłaby trwać wiecznie. Delikatnie muskała jego wargi, bez zamiaru zaprzestania. Wplątał swoją dłoń w jej długie włosy, ciesząc się tą chwilą. Powoli otworzyli oczy ukazując światu tęczówki, na twarzy Tytani pojawił się lekki rumieniec. Pogładziła jego policzek ze znamieniem, podziwiając niesamowitą piękność tego znaku, koloru jej włosów. Nareszcie mogła się nim cieszyć, ta miłość już nie była zakazana. Jej serce zawsze zamknięte było w zbroi, ale teraz mogło zostać uwolnione i zamknięte w niewidocznej osłonie miłości, ponieważ on ma klucz do jej szczęścia. Powoli wstali  otrzepując się z piasku. Jellal objął Scarlet w pasie jedną ręką, postanowili wracać, ponieważ niebo pokrywało się kolorem granatu, a na miejscu słońca stopniowo pojawiał się srebrzysty księżyc. Opatulił ją swoim płaszczem i przytulił, delikatnie wdychając zapach jej włosów. Wtulała się w jego umięśniony tors z ciepłym uśmiechem na twarzy. 
Są szkarłatne, nazwijmy cię Erza Scarlet. Scarlet jak kolor twoich włosów. Tego na pewno nigdy nie zapomnę. 
Te słowa zabrzmiały teraz z jej głowie. Dzięki niemu zyskała nazwisko i odwagę. Kiedyś była zagubioną, małą dziewczynką, a teraz stała się piękną wróżką ubraną w magiczną zbroję, która tańczy nawet na polu walki.
- Scarlet jak kolor moich włosów - wyszeptała, kąciki ust Fernandesa wygięły się delikatnie ku górze, a on sam bawił się jej pięknymi, szkarłatnymi włosami.
- Mówiłem, że nie zapomnę - dodał całując jej czoło. 

*  *  *

Natsu szedł w stronę domu Lucy, ponieważ oznajmił że przyjdzie do niej po osiemnastej. Nagle poczuł znajomy zapach, którego mimo iż długo nie czuł, dobrze pamiętał i nie potrafił zapomnieć. Pobiegł szybko tym tropem nie zważając na przeszkody, lecz wpadł na wysokiego mężczyznę w średniej długości, czerwonych włosach, zielonych oczach i białych kłach. 
- Przepraszam - powiedział różowowłosy masując obolały nos.
- Natsu? - zapytał nieznajomy patrząc na Salamandra.
- Skąd znasz moje imię? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- To ja, Igneel 


_________________________________________________________________
No to koniec rozdziału, rany nie myślałam, że uda mi się go napisać. Ale podoba mi się, akcji w nim nie brakuje. Postanowiłam napisać coś o Erzie i Jellalu, ponieważ kocham opisywać Tytanie. Chcielibyście +18 z Jerzą? Gehe. A tak apropo prawdopodobnie kolejne +18 Natsu i Lucy będzie w 50 rozdziale. Mam nadzieję, że ta notka wam się podoba i opinię w komentarzach :3


13 komentarzy:

  1. :O :O :O
    *Mózg rozjebany* (sorka za przekleństwo :P). Ile emocji! Ile akcji! Tragedia, łzy, szczęście, nienawiść...Po raz pierwszy sama zaczęłam bać się Natsu :O. I tyle informacji! I Igneel w ludzkiej postaci! (Już wiem gdzie polazł jak zniknął u mnie... przyszedł do Ciebie xD). Nie no, zajebiście :D Genialny rozdział, zbierałam otwartą buzie z podłogi xD.
    No i już mi zrobiłaś chrapke na 50 rozdział ^.^ A o Jerzie bardzo chętnie poczytam, +18 czy nie. Ty piszesz często bardzo piękne i wzruszające teksty, a oni idealnie się na to nadają ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział świeny. Igneel ma ciągle etat może ja go poźniej zatrudnie.
    Hiro: Nie rozpędzaj się tak.
    Hai, Hai. Co do rozdziału świetny. Prawdziwym ojcem Natsu jest smok, ktory go wychował słodkie
    Hiro: Waleczna Lucy też niczego sobie, chciała zabacić człąków swojej gildii bo myśli, bo myślała, że zabili jej ukochanego słodkie.
    Zgadzam się z tym młodkiem. Czekamy na kolejny rozdział i życzymy duży weny
    Hiro: Która by się przy okazji nam przdała

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no, nie spodziewałam się... hahahaha Pima Aprilis XD oczywiście że się spodziewałam takiego zwrotu akcji, co już udowodniłam pod poprzednim rozdziałem. Emocji TYYYYYYYYYYYYYYYYYYYLEEEEEEEEEEEEEEEEEE, już się boję, co to będzie jak wbijesz w sobotę do mnie ♥ Oczywiście ja napaliłam się na JERZĘ ale ccę +18! (jaka ja zboczona, o boże XD ecchi, ecchi wszędzie Xd) dobra stop. to przez tę potrójną osobowość, każda jara się tym rozdziałem. Więc +18 z Erzą ma być i tyle. Reszty posta nie komentuję, bo wiedziałam i tyle :3... no dobra tego z Igneelem spodziewałam się już mniej, w sensie że się spotkają znnowu. STOP! Anka przestań! No dobra ja kończę, bo napiszę cały rozdział tutaj. Pogadamy jak przyjedziesz :*

    OdpowiedzUsuń
  4. O Jezuuniu, ale mnie Natsu w tym rozdziale przeraził. Dobrze, że się opamiętał, a Luszi robi za pielęgniarkę od.. spraw sercowych :D Jak zacząć konwersację z dawno niewidzianym synem? Natsu, to ja, Igneel. Nie ma to jak prostota xD
    Jellal i Erza? +18? Narobiłaś mi smaczku, no no.. Ja czekam na ślubik i przysłowiowe [w Fairy Tail] 30 dzieci :3 W sumie ciekawe dlaczego dziewczyny z gildii gdy mają mówić o ilości dzieci, to zawsze jest trzydziestka..
    W każdym razie czekam na kolejy rozdział z iecierpliwością.. Chyba przez te wspomniane +18 xD W każdym razie weny, weny i jeszcze raz weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak mogłaś ?! On prawie zginął !!! Nawet o tym nie myśl !
    Jedno co mnie zastanawia to to, że cały czas sie ktoś uzdrawia O.o No ale nic rozdzialik ciekawy ! ^^ :D Czekam na następny i weny życze ! :***

    OdpowiedzUsuń
  6. No cześć! Znalazłam twój blog niedawno i z komentarzem czekałam, aż przeczytam wszystko. I muszę ci powiedzieć, że...
    KOCHAM CIĘ! <3
    Raaaaany, to jest taakie super, normalnie zakochałam się, dobrze piszesz, choć styl jest do poprawy, ale tylko odrobinkę xDD Zagmatwałam się xD
    Chodzi mi o to, że popełniasz minimalne błędy, jak każdy zresztą, ale w twoich tekstach czuć, że piszesz to z przyjemnością, że wiesz co piszesz i że w ogóle chcesz pisać :3
    Mam nadzieję, że się nie pogubiłaś ^^'
    Pod koniec tygodnia, może w weekend, zacznę pisać swój ff o Fairy Tail :3 Ty i Kuro Lady narobiłyście mi smaku na ff o FT xD
    Także, zapraszam na bloga i sory za spam xD
    http://chizuru-chama.blogspot.com/
    Życzę ci weny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdział ;) Szybko pisz następny rozdział , prosze ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. To jest boskie! I akcja i szok i wg. Serce wali mi jak oszalałe. !!! Nie wierze w Ciebie dziewczyno! Chcesz żebym na zawał zeszła?! Mózg i serce mi rozjebało (Gomenasai za przekleństwa, ale inaczej nie umiem) To jest nie do opisania. ! Pisz szybko kolejny, bo normalnie na zawał zejdę. ! No, a to z Erzą i Jellal'em to bajka! Pisz pisz pisz ! Ja tu zaraz chcę widzieć kolejny rozdział, bo inaczej skrócę Cię o głowę.! <33 Normalnie Twój blog lepszy od mojego!! Pisz to szybko no bo no.. Słów mi brakuje bo tak jestem w szoku. Igneel ojcem Natsu?! Ale widzę, że serduszko mu wyrwał tak jak chciałam. :D No dobra ja już Ci tu nie zamulam. Pisz!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i jak nie będzie zaraz rozdziału to wezmę sznurek i cię za cycki za balkonem powieszę. ^.~

      Usuń
  9. Ja nie mogę, ile zwrotów akcji, jak Ty nadążasz z tym wymyślaniem?! O.o Rozdział jest naprawdę świetny, lecę czytać następny! ^_______^

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziecko człowieka i smoka. . . Nawet nie chcę sobie wyobrażać jak go zrobili ;_; Fajny motyw z tym 'potworem' wewnątrz niego, chodź zaleciało mi wtedy Naruto i Bleach'em xd

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudeńko!!! No i jeszcze pojawił się Igneel!!! Super :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ignieel biologicznym ojcem Natsu! Churaaa!!!

    OdpowiedzUsuń