sobota, 5 stycznia 2013

27. Najpiękniejsza magia

Przed nimi pojawił się ogromny smok stworzony z ognia, cząsteczki złota gwiezdnych kluczy delikatne zlały się z gorącym ogniem, wszystkie kolory zaczęły jaśnieć i błyszczeć niczym gwiazdy na ciemnym niebie. Czerwień stała się pomarańczem, zaś pomarańcz żółcią. W końcu płomienie przybrały złocistą barwę. Ciało Dragneela pokryły łuski, poczuł niesamowitą siłę i jeszcze większy żar, pochodził z serca i rozprzestrzeniał się w całym organiźmie. Magiczny smok pomknął w stronę białego potwora, uderzając w niego, był to widok zarówno piękny jak i przerażający. Złoto zmieszało się ze szkarłatem krwi i rozpłynęło w powietrzu pozostawiając tylko wspomnienie, które nigdy nie zniknie. Śnieżnobiała bestia nadal stała, spoglądając gniewnie na dwójkę magów. Lucy zdjęła rękę z ramienia chłopaka, a ich dłonie rozłączyły się.
- To niemożliwe - wyszeptała blondwłosa z przerażeniem, chwilowo przestała zwracać uwagi na ból w kostce, ponieważ wielka fala mocy jaką czuła sprawiała niesamowite uczucie bezpieczeństwa i siły, którą trudno osiągnąć. Jej wzrok powędrował w stronę Salamandra, ujrzała łuski i jego groźne spojrzenie, moc jaka teraz od niego emanuowała była wspaniała, moc Smoczego Zabójcy.
- Dobra, moja kolej - powiedział przez zaciśnięte zęby, jego ciało zapłonęło ogniem równie złotym jak smok, który rozpłynął się w zimnym powietrzu
- Szkarłatny Lotos: Przenikające Ogniste Ostrza! 
Po serii ataków stworzył płomienie o kształcie ostrzy, po czym zaatakował przeciwnika w spiralnej formacji. Technika nazywana Szkarłatny Lotos: Przenikające Ogniste Ostrza, ostateczna technika Smoczych Zabójców, smok padł na ziemię, a krew rozlała się po brunatnej ziemi, ogień który jeszcze przed chwila oświetlał całe pomieszczenie znikł, tak samo jak i jego siła. Różowowłosy wziął Heartfilię na ręce i zaczął uciekać, wszystko się waliło, pojedyncze skały spadały w dół, powoli zagradzając drogę, chłopak stawał się co raz słabszy, ale mimo to biegł dalej, łuski z jego skóry już zupełnie zniknęły, brązowooka czuła jak bardzo jego siła spada, zwalniał, a jego nogi uginały się pod ciężarem jego własnego ciała, obraz stawał się niewyraźny i ciemny, aż w końcu zupełnie znikł. W jednym momencie oboje upadli na ziemię z hukiem, dziewczyna leżała obok niego, zauważyła, że był nieprzytomny, nie wiedziała co ma robić.
- Natsu! Wstawaj, słyszysz?! Co się dzieje?! 
Niestety nie otrzymała odpowiedzi na zadane pytania, jej serce biło tak szybko i mocno, jakby zaraz miało wyskoczyć z jej piersi lub rozlecieć się na małe kawałeczki, trzęsła się ze strachu, czuła pustkę i przerażenie, byli tu sami, wszędzie panowała nieprzenikniona ciemność, mimo iż jej oczy przyzwyczaiły się do tego, nadal przyprawiało ją to o ciarki, nadal nie zmieniało to faktu, że byli w miejscu mroku. Nie mogła wstać i nieść chłopaka, była za słaba. Wciąż nie straciła nadziei, położyła dłoń na ramieniu Dragneela i zaczęła szturchać, lecz nic to nie dało. Leżał nieruchomo, a jego oczy były zamknięte, usłyszała kroki. Przymrużyła swoje brązowe oczy, aby ujrzeć to co wyłaniało się z ciemności, ujrzała smoka, którego biel zmieszała się z krwią. Uklękła i lekko oddaliła się, nic nie mogła zrobić, do jej oczu zaczęły napływać kryształowe łzy, przytuliła do siebie różowowłosego. Trzęsącą się dłoń przyłożyła do jego rozgrzanego policzka, a drugą złapała za ramię, gdzie znajdował się znak Fairy Tail, ich ubrania były potargane. Strach wypełniał całe jej ciało, wtuliła chłopaka do siebie jeszcze mocniej i krzyknęła, po jej policzkach spływały błyszczące krople łez. Miała przy sobie ukochanego, ale i tak się bała. Nie chciała umierać, lecz jeszcze raz poczuć smak jego ust, żar jego ciała i ujrzeć uśmiech. Nie raz, nie dwa ale jeszcze wiele razy, chciała być z nim do końca życia, długo i szczęśliwie.

 Nie poczuła bólu spowodowanego ciosem, wiedziała że żyje. Otworzyła oczy i zobaczyła smoka leżącego na ziemi, martwego. Udało się, naprawdę go pokonali, ale nie zmieniało to faktu, że nie mogli uciec. Znów usłyszała echo stóp uderzających o glebę, to byli ich przyjaciele.
- Gray, Erza, Happy! - ucieszyła się na ich widok, nie spodziewała się że tutaj wrócą. Kiedy magowie, ujrzeli zabitego smoka, zdziwili się, lecz nie zadawali pytań, nie mieli teraz na to czasu. Erza chwyciła Lucy i wzięła ją na swoje plecy, tak samo jak Gray Natsu, czym prędzej rzucili się do ucieczki. W ostatniej chwili wybiegli z ciemnej otchłani, którą wypełniły ciężkie głazy. Niedaleko rozłożyli namioty, była tam także Harukichi, przynajmniej taką mieli nadzieję.
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił Gray wchodząc do namiotu, położył nieprzytomnego Dragneela na kocu, a Scarlet pomagała przyjaciółce zabandażować i usztywnić kostkę, Lucy tak bardzo się cieszyła, żyła. Dostała szansę, aby być z ukochanym. 
- Jak wam się udało pokonać tego smoka? - zadała pytanie czerwonowłosa.
- Użyliśmy połączonego ataku - przypomniała jej się niesamowita moc jaką wtedy czuła, to ciepło i poczucie bezpieczeństwa. To było naprawdę niesamowite uczucie, zużyło dużo energii, ale dało szansę na wygraną. Widząc zdziwione miny dwójki magów postanowiła wszystko im wytłumaczyć - pojawił się ognisty smok, lecz później ten zwykły ogień stał się złoty, wyglądał pięknie. Na ciele Natsu pojawiły się łuski, kiedy atak smoka nic nie dał, Natsu wziął sprawy w swoje ręce i pokonał go, ale później...zupełnie nie wiem co się stało - na początku opowiadała jakby była w śnie, rozmarzona i zachwycona tym wszystkim, ale pod koniec zdania jej głos się załamał, spojrzała na nieprzytomnego chłopaka.
- Ale jak wam się udało połączyć ogień z gwiezdnymi duchami? - zadał kolejne pytanie mag lodu. Heartfilia sama nie widziała co an to odpowiedzieć, ponieważ sama nie znała na nie odpowiedzi.
- Zaryzykowaliśmy, jeśli to była jedyna szansa postanowiliśmy ją wykorzystać. Może nie chodzi o to, że to muszą być żywioły, magia jest nieprzewidywalna i piękna, używając jej czujesz się wspaniale, jakbyś był w śnie, który właśnie się spełnia. To właśnie jest coś takiego. Magia jest snem, który może się spełnić tylko nielicznym, ale kiedy już otrzymasz ten dar, musisz nauczyć się z niego korzystać i cieszyć się. Prawdziwą magią jest miłość, miłość połączyła dwa odmienne rodzaje magii i stworzyła coś pięknego i równie silnego co więź tego uczucia  Mówiąc to na jej ustach pojawił się ciepły uśmiech, może już nie czuła tej wspaniałej siły, ale miała ją wewnątrz siebie w głębi serca, tak samo jak i miłość do Salamandra. Nie wiedziała, że jej świat może być jeszcze bardziej piękny i kolorowy, a jednak. Tęczowe płatki wiśni wirowały delikatnie w powietrzu, opadając na zieloną trawę, lecz nigdy się nie kończyły, ponieważ wyglądały cudownie na tle granatowego nieba zasianego tysiącem błyszczących gwiazd. A wśród nich, w samym centrum znajdował się różowowłosy chłopak z szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy, który sprawiał iż ten właśnie świat był magiczny, który sprawiał że w tym świecie nigdy nie było zimno, ponieważ jego ciepło opatulało powietrze. Do namiotu weszła Hrukichi, kiedy ujrzała nieprzytomnego Dragneela wystraszyła się i uklękła obok niego, jego twarz była spokojna, ale czuł co innego.
- Co się stało?! Czy on ... 
Nie chciała nawet o tym myśleć, człowiek który jest w stanie zmienić świat na lepszy, nie może umrzeć, bo to właśnie on uświadomił jej czym jest ten świat, że warto szukać w nim sensu i zawsze mieć nadzieję.
- Jest nieprzytomny - uspokoiła ją Erza, czarnowłosa odetchnęła z ulgą.
- A tobie co się stało księżniczko? - zapytała Harukichi blondwłosą.
- Mam na imię Lucy - poprawiła ją zirytowana.
- Tak, tak. Nie denerwuj się
- Natsu też na początku mylił twoje imię. Czekaj jak on to mówił ... Luigi 
Zaśmiał się Fullbuster a wraz z nim dziewczyny. Salamander cały czas był nieprzytomny, mimo iż na jego twarzy wymalowany był spokój on widział tylko przerażającą ciemność, w której zgubił się nim znalazł swoje światełko, które go prowadziło, nim odnalazł Lucy. A teraz znów chmury zasłoniły gwieździste niebo, a w jego świecie zaczął padać zimny deszcz, chciał jak najszybciej otworzyć oczy i ujrzeć blask. Bał się znów utonąć w odmętach mroku i nieświadomości. Krzyczał wewnątrz siebie, aby się obudzić, ale jego słowa krążyły w ciemnościach, nie pozwalając aby wydostać się na zewnątrz. Czuł zimno, samotność i ból, strach porażki, nie mógł tego znieść. Lucy cały czas na niego spoglądała, nagle chłopak zmarszczył brwi i zacisnął mocno powieki, otwierając powoli oczy. Tym samym uciekając ciemności.
- Natsu! - krzyknęła uradowana Heartfilia. Wszyscy spojrzeli w jej stronę, zauważyli budzącego się Dragneela.
- Gdzie ja jestem? - zapytał cicho.
- Jesteśmy bezpieczni - powiadomiła go blondwłosa, zwrócił wzrok w jej stronę i usiadł - ostrożnie!
- Spokojnie, nic mi nie jest - pocieszył wszystkich ukazując w szerokim uśmiechu białe kły - jak twoja noga? - spojrzał na zabandażowaną kostkę dziewczyny i zasmucił się - przepraszam.
- Za co? - zapytała zdezorientowana.
- To moja wina. Ucieklibyśmy gdybym nie stracił przytomności, a przeze mnie ty mogłaś zginąć - ostatnie słowa wypowiedział z trudem, nie chciały mu nawet przejść przez gardło, samo myślenie o tym sprawiało mu ból. Zacisnął dłonie w pięści i spuścił głowę w dół, ale po chwili poczuł jak ktoś go obejmuje, poczuł zapach Lucy, który tak bardzo kochał, jednak zdziwiło go to.
- Nie obwiniaj się, ponieważ nie masz za co. Uratowałeś nas i jestem ci za to wdzięczna, który to już raz? Jesteś niesamowity i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, dajesz mi siłę i nadzieję, ty nią jesteś. Kocham cię 
Wszystkie te słowa były ciepłe i pełne uczucia, chłopak poczuł falę ciepła zalewająca jego serce. Także ją przytulił, pozwalając aby poczuła żar jego ciała, nie był w stanie opanować szerokiego uśmiechu, który zagościł na jego ustach. Nie musiał mówić, że on także ją kocha, ponieważ wiedziała o tym i to bardzo dobrze.
- Harukichi jaką magią się posługujesz? - zapytała Erza.
- Najpierw wy powiedzcie - nalegała czarnowłosa.
- To ty jesteś magiem?! - zdziwił się Salamander, odrywając się od ukochanej.
- No brawo idioto - "pogratulował" mu Gray.
- Jak żeś mnie nazwał ptasi móżdżku?! - czerwonowłosa złapała ich za uszy, co spowodowało iż oboje momentalnie się uspokoili.
- Mag Gwiezdnej Energii - pochwaliła się Lucy.
- Magia Podmiany, rycerz - powiedziała Scarlet.
- Mag Lodu - uśmiechnął się Fullbuster.
- Ognisty Smoczy Zabójca, a to Happy 
Przedstawił siebie i swojego kompana Dragneel.
- Aye! - odparł niebieski kotek.  
- Chodźcie pokażę wam moją magię - poprosiła aby wyszli razem z nią z namiotu, różowowłosy pomógł wstać Lucy, po czym znaleźli się na dworze. Ziemię pokrywał puszysty, biały śnieg, który był zimny, a równocześnie tak aksamitny w dotyku. Z błękitnego nieba opadały na ich ciała piękne płatki śniegu o przeróżnych kształtach, każdy inny i niepowtarzalny, jeden wyglądał jak pajęczyna zapleciona przez pająka, inny zaś jak pnące się ku górze kwiaty.
- Natsu czy mógłbyś wycelować we mnie ogniem?
- Co? No dobra - był zdziwiony jej propozycją, ale wykonał ją. 
Gorący płomień ognia pomknął w jej stronę, wyciągnęła przed siebie rękę, którą otoczył ogień Salamandra, wyglądał jak wstęga. Nie dotykał jej skóry, lecz lewitował nad nią, dając uczucie ciepła i skrawek niesamowitej mocy. Niedaleko znajdowało się jeziorko, krótki bicz wodny podążył do jej dłoni przybierając kształt płatka śniegu, równie pięknego jak te spadające z nieba. Lekki powiew wiatru jak wywołała zamroził go, dziewczyna kucnęła i dotknęła dłonią ziemi, zanurzając rękę w puszystym śniegu. W tym miejscu wyrósł piękny kwiat przypominający różę, oblany złocistym kolorem.
- Magia żywiołów, mówią że jest to najpiękniejsza magia na świecie - powiedziała spokojnym głosem, wpatrywali się w to z zachwytem.
- Niesamowite - oczy Lucy aż błyszczały, na ustach miała słodki uśmiech. Salamander spojrzał na nią i zauważył jaka jest szczęśliwa, znów widział w jej oczach piękne gwiazdy zdjęte z nieba, które świeciły niesamowitym blaskiem. Zapomniał o przerażającej ciemności, ponieważ miał ją obok siebie. Magia, która otaczała rękę Harukichi znikła, lecz kwiat pozostał.
- Chodźcie, bo się przeziębicie - stwierdziła czarnowłosa idąc w stronę namiotu, reszta podążyła za nią, oprócz Natsu który stał w miejscu. Erza pomagała iść Lucy, zauważyły, że różowowłosy nie idzie za nimi, ale postanowiły nie zadawać żadnych pytań, a pozostawić go samemu sobie, może właśnie tego teraz potrzebował. Uniósł swoją dłoń i spojrzał na nią, już nie czuł niesamowitej siły z jaką pokonał smoka. Tyle trenował, a nadal jest za słaby. Podszedł do złotej róży, przebijającej się przez biały śnieg chcąc ją zerwać, ale zawahał się i nie zrobił tego. Dręczyło go to, że jego ukochana jest ranna i to z jego winy. Jak mogła mówić, że nic się nie stało, że to nie jego wina. Wybaczyła mu tak łatwo ? Potrząsnął głową, tym samym wyrywając się z zamyślenia, zwrócił się w kierunku namiotu, odetchnął głęboko i dołączył do przyjaciół. Widział jak śmiali się i byli szczęśliwi, jemu właśnie to sprawiało radość, mimowolnie na jego ustach pojawił się lekki uśmiech. Nie zmieniało to faktu, że czuł się winny za to co się stało Lucy, tak bardzo chciałby ją uleczyć, ale nie potrafił, jedyne co umiał to niszczyć, w tej chwili właśnie to go zabolało. Spojrzał na Harukichi i wpadł na pewien pomysł.
- Hej, Harukichi chciałabyś dołączyć do Fairy Tail? - zaproponował koleżance, kiedy widział jak była sama i zagubiona, poczuł że musi jej pomóc. Też taki był, ale odkąd jest w gildii ma przyjaciół i dom, to co najważniejsze, jej też to się należało.
- To bardzo miłe, ale odmówię. Mimo wszystko jestem szczęśliwa tutaj, teraz kiedy pokonałeś smoka mogę wrócić do miasta. Dziękuję - odparła z uśmiechem. Nie miał zamiaru jej przekonywać, ani mieć wpływu na jej decyzję, zrobi to co uważa za słuszne. Wstał i odwzajemnił go.
- No to wracamy do domu - oznajmił, magowie zgodzili się. Wziął blondwłosą na ręce i wyszedł, spoglądała na złotą różę, która naprawdę jej się podobała, chciała by ją mieć na własność, ale równocześnie nie chciała jej zrywać, miała nadzieję że zakiełkuje i wyrośnie tu cała łąka tak pięknych kwiatów, tak magicznych. Nie czuła zimna, była teraz tak blisko Dragneela, wtuliła się w niego i nim się spostrzegła utonęła w głębokim śnie z uśmiechem na twarzy, chłopak spojrzał na nią, a wszystkie wspomnienia o straszliwej ciemności zniknęły, tak jakby nigdy jej nie było, tylko zawsze istniała tylko ona, jego gwiazdka na niebie, Lucy.
_______________________________________________________________


Rany, rany chyba trochę się rozpisałam, ale co zrobić jak ma się wenę. Mam nadzieję, że podobało się wam bo się naprawdę staram, aby było jak najlepiej. Trochę mało akcji i w ogóle ale to się zmieni w następnym rozdziale. Może trochę odejść od tematu NaLu czy nadal chce cie ich miłość, bo jak tak dalej pójdzie to ja nie wiem co tam się stanie. Tak czy siak padam na twarz, myślałam że skończę wcześniej, a tu patrzę na zegarek i która godzina ... 00:30. Jestem wykończona, miłego czytania i proszę o opinię w komentarzach.

KOLEJNY ROZDZIAŁ ZATYTUŁOWANY JEST : SALAMANDER VS ŻELAZNY GAJEEL

8 komentarzy:

  1. Twój blog jest chyba najbardziej rmoantycznym jaki czytałam :D Kawaii ^^. Walka ze smokiem, połączony atak - świetne! I ta złota róża... Wystraszyła mnie tylko końcówka, jak Natsu u Ciebie zawsze ma takie przemyślenia to gdzieś znika. Lepiej niech tego nie robi jak nie chce mnie wkurzyć ^^ Co do tego czy mają być walki czy NaLu - pisz jak chcesz. To twój blog i to tobie ma sprawiać najwięcej przyjemności ;) Ja wszystko chętnie przeczytam z Twojej ręki :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z powyższym komentarzem!
    Ten blog ma w sobie tyle romantyczności, że aż dostaję z tego nadmiaru palpitacji serca.. ale nie martw się, to dobrze xD
    Uwielbiam wszystko, co romantyczne ^^
    Czekam na więcej!
    No i przede wszystkim witam serdecznie >.< byłam tutaj kilka dni temu, przeczytałam wszystkie rozdziały, ale nie skomentowałam i teraz nadrabiam wszystko w tym xD
    Dodaję Cię do obserwowanych i czekam na więcej, a i zapraszam też do mnie.. tam to dopiero jest do czytania ^^ :P
    Buziaki :* :*

    OdpowiedzUsuń
  3. świetne opowiadanie :) czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kawai. <3 Czekam na więcej. A ta róża to po prostu boska. Zapraszam do mnie. <3 Jeszcze raz Kawai. <3 I życzę weny. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Harukichi byłaby świetną towarzyszką w gildii, szkoda że odmówiła. Ach, ale ty świetnie piszesz! Co rozdział niesamowicie ryj mi się cieszy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bez urazy, ale twoje opowiadania robią się monotonne... ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. wiesz co słodkie, ale zgadzam się z osobą z góry, trochę monotonne, ale fajne, trochę za dużo mądrości i .... nie wiem czegoś jeszcze, nie potrafię określić, ale bardzo fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudeńko!!! I to jak opisałaś pokaz magii Harukichi!!! Bardzo mi się podobało :).

    Ps. Ja to bym trochę więcej tragedii chciała :)

    OdpowiedzUsuń