środa, 22 maja 2013

55. Narkotyk

- Obiecałem. - Wyszeptał tuląc blondwłosą do siebie, ta szlochała w jego rozgrzany tors mocno ściskając bluzkę jaką na sobie miał. Teraz tak bardzo się bała, że w każdej chwili on mógł zniknąć. Sama nie wiedziała co było jawą, a co snem. Rzeczywistość, w której on żyje czy w której umarł? 
- Natsu, to nie jest sen prawda? My tu rzeczywiście stoimy?
- Nie, to nie jest sen.
Po chwili znów poczuł jak jej ramiona drżą, domyślał się jak straszny musiał być ten sen. Przyłożył głowę do swojej klatki piersiowej, a podbródkiem oparł się o blond włosy.
- Już ciiicho...wszystko dobrze, jestem tu z tobą.
Dodał gładząc ją delikatnie po ramieniu. Uwierzyła w jego słowa, że był tu z nią tu i teraz a to nie było snem. Uśmiechnęła się lekko patrząc na jego twarz. Skórę miał opaloną jak zawsze, a zielone oczy tętniły życiem. 
Po kilku minutach chłopak odsunął się od niej i wziął do ręki reklamówkę z zakupami.
- No dobra, byłem w sklepie. Kupiłem coś co można zjeść, to co chcesz?
Zapytał z szerokim uśmiechem na ustach, Heartfilia mogłaby tak tkwić w uścisku długo, ale są pewne granice. Także poszła do kuchni.
- No nie wiem, w sumie to ja nie jestem głodna.
- Ale ja się nie pytam czy jesteś głodna tylko co chcesz zjeść.
- Na razie nic, ty to może byś się umył bo jesteś we krwi.
Pouczyła go palcem ścierając z kącika jego ust krew, Dragneel zaśmiał się.
- No dobrze, idę. 
Odparł idąc do łazienki, po czym rozebrał się i wszedł pod prysznic. 
Magini usłyszała lecącą wodę, więc wzięła się za sprzątanie domu.
Po ciele różowowłosego ściekała letnia woda, oparł się jedną ręką o ścianę wpatrując się w nią głucho. Cały czas myślał o tym jak ma pokonać wszystkie demony i bestię wewnątrz siebie. Krew spływała razem z wodą, a jego rany niemiłosiernie piekły.
Stał tak bez ruchu przez kilka minut, kiedy usłyszał ciche pukanie do drzwi. Momentalnie ocknął się z zadumy i zaczesał rękami, włosy do tyłu.
- Co jest? - Zapytał przemywając rany na torsie.
- Nic, po prostu długo już tam siedzisz...
- Zamyśliłem się. - Odparł zamykając oczy i przechylając głowę do tyłu, tym samym pozwalając aby woda spływała po jego skórze. Przez kilka kolejnych minut nie usłyszał już żadnego słowa z ust blondwłosej. Uderzył pięścią w ścianę, tak że kafelki delikatnie pękły
- Wygram, obiecuję. - Powiedział przez zaciśnięte zęby.
Lucy nadal stała przy drzwiach opierając się o nie, kiedy usłyszała jego słowa usiadła przyciągając do siebie nogi. Nie wiedziała czemu ale zasmuciło ją to.
- Obiecaj, że przeżyjesz. - Wyszeptała sama do siebie spoglądając na złoty naszyjnik, po chwili wstała i poszła rozwiesić pranie. 
Dragneel wyszedł z pod prysznica po około dwudziestu minutach w samym ręczniku obwiązanym w biodrach, podszedł do biurka i zobaczył tam coś podobnego do książki, nie zastanawiając się wziął ową rzecz do ręki. 


"Nawet nie wiem kiedy to się stało, ale zakochałam się. Kiedy go widzę serce zaczyna mi szybciej bić, a ciało przeszywa fala ciepła. Już nie jest jak kiedyś, to coś więcej, nie wiem jedynie co on czuje do mnie...."


Nie przeczytał do końca, a przewrócił kilka kartek dalej.


"Dla mnie już dawno stał się bohaterem, ale on chce chronić każdego. Dlaczego? Rozumiem, kocha, szanuje, są dla niego ważni, ale jest gotów poświęcić własne życie, nawet za mnie. A ja nie chcę go stracić..."



"Kiedy skończą się cierpienia? Widziałam jego martwe oczy, trzymałam jego martwe ciało. Byłam na pogrzebie, stałam nad grobem, gdzie wygrawerowane było jego imię: Natsu Dragneel. Płakałam, a później jakby minął rok i poczułam jego obecność i głos. Przytulał mnie i... obudziłam się, zapłakana. Ten sen był taki realny, boję się że go stracę, na zawsze..."



Już więcej nie czytał, a zamknął pamiętnik odkładając go na miejsce. Przetarł twarz dłońmi i spojrzał przez okno gdzie była jego ukochana. Zapominając że nadal był jedynie w ręczniku podszedł do niej obejmując w pasie. Blondwłosą zdziwiło to tak, że upuściła bluzkę chłopaka, którą właśnie miała powiesić aby wyschła. Poczuła jego ciepłe wargi na swojej szyi. Zadrżała pod jego słodkim oddechem otulającym jej skórę.

- Obiecuję, że przeżyję i cię nie zostawię.
Wyszeptał jej te słowa do ucha, mimowolnie na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, odwróciła się w jego stronę przykładając dłoń do policzka, po czym całując delikatnie rozgrzane wargi chłopaka, co zostało odwzajemnione z równą namiętnością. Przyłożył swoje dłonie do jej bioder i lekko odsunął od siebie patrząc w brązowe oczy magini.
- Płakałaś przeze mnie, prawda?
Zaskoczył ją tym pytaniem, ale bała się mu odpowiedzieć. Unikała jego oczu, błądziła wzrokiem po ustach, policzkach, szyi, ale nie miała odwagi by spojrzeć w zielone tęczówki.
- Lucy, jeśli będziesz skrywać prawdę wszystko stanie się kłamstwem.
Dodał nie spuszczając z niej wzroku.
- Nie chodzi o to, że przez ciebie, ale...z twojego powodu.
- Zapomniałem jak to jest płakać. Wiesz powiedziałem sobie kiedyś, że już więcej tego nie zrobię. Zbyt długo płakałem, chyba nawet skończyły mi się łzy, ale nie przeszkadza mi to. Słuchaj, za niedługo staniemy do walki z piekłem, obiecałem że przeżyję i dotrzymam tej obietnicy. Mimo wszystko mogę zostać ranny tak jak każdy z nas, ale nie płacz wtedy, po prostu we mnie uwierz, a wygram tą walkę. Nie wątp we mnie, dobrze?
- Ja nigdy w ciebie nie zwątpiłam. Wierzę odkąd dołączyłam do Fairy Tail.
Nie usłyszała jego odpowiedzi a poczuła silne ramiona obejmujące ją. 
Tkwili w uścisku przez kilka minut, a kiedy odsunęli się od siebie, dostrzegła podłużne rany na torsie chłopaka i przebity pazurami bark.
- Co się stało? - Zapytała zmartwiona.
- W sumie to nie pamiętam, ale już się goi. - Odparł drapiąc się w tył głowy, rzeczywiście rany już zanikały, zawsze ją to zastanawiało dlaczego on zawsze tak szybko wraca do formy. Czasem wystarczy mu jedynie dzień, aby wyleczyć się z najpoważniejszych ran.
- Ubierz się...no i znowu muszę prać tą bluzkę! 
Wykrzyczała zdenerwowana machając Salamandrowi jego bluzką upapraną w błocie, po czym westchnęła kładąc ją gdzieś obok.
- A tam...Lucy jestem głodny. - Narzekał łapiąc się za brzuch.
- Poszedł mi stąd! - Dodała wskazując palcem na dom. Różowowłosy jedynie zaśmiał się i wrócił do pomieszczenia. Ale jego nieobecność nie trwała zbyt długo, gdyż po paru sekundach znów wyleciał tym razem w białych spodniach.
- Gdzie moja kamizelka?! - Zapytał spanikowany.
- Suszy się...nie! Założysz dzisiaj bluzkę, koniec suszenia ubrań ogniem.
Rozkazała rzucając mu na głowę bluzkę, chłopak niezadowolony ubrał ją na siebie po czym obwiązał szalik wokół szyi.

*  *  *

Wendy szła z Carlą, kiedy nagle kotka zatrzymała się a jej oczy rozszerzyły się kierując wzrok głucho przed siebie.


Zobaczyła Heartflilę trzymającą wciąż krwawiące ciało Dragneela, z jej brązowych oczu wypływały słone łzy. Kilka słów i ciemność, a po chwili dziewczyna stoi z kwiatami nad grobem, gdzie wygrawerowane było jedno imię NATSU DRAGNEEL. Znów skapujące łzy i wspomnienie uśmiechu chłopaka.
- Carla znów miałaś wizję? - Zapytała Marvell.
- Tak. - Odparła przerażona Eexcedetka.
- I co tam widziałaś?
- Natsu on...umrze 
Wendy słysząc te słowa otworzyła szerzej oczy z przerażenia, najbardziej jednak przerażało ją to, że wizje jej przyjaciółki zawsze się sprawdzały. Już nic więcej nie mówiąc pobiegły w stronę gildii.

*  *  *

- Rany, jakie o trudne. - Narzekał Dragneel próbując nie przypalić kotletów. Lucy natomiast sprzątała pokój chłopaka słysząc wszystkie jego przekleństwa co do czynności gotowania. Już wiedziała, że o jadalnym obiedzie może zapomnień jeśli chodzi o gotowanie różowowłosego. 
Po kilku minutach do pokoju wszedł Salamander z zepsutą patelnią.
- Lucy, może ja...zabiorę cię do restauracji?
Zapytał lekko zakłopotany, blondwłosa widząc jaki jest cały ubrudzony i jedzenia zaśmiała się, ale również ucieszyła ją propozycja chłopaka.
- No pewnie, czyli zapraszasz mnie na randkę? 
Zapytała się zadowolona krzyżując ręce na piersi.
- No chyba tak...etto...pójdę się umyć, a i ubierz sukienkę czy coś.
Odparła wchodząc do łazienki i ubierając na siebie jasnoróżową sukienkę, a blond włosy spięła jak zawsze w kucyk z boku. Natomiast Salamander ubrał czarny garnitur i różową koszulę. 
Dziewczyna wyszła z łazienki ostatni raz przeglądając się w lustrze, chłopak stał już przed domem oparty o jego ścianę. 
- Gotowa. - Powiedziała magini stając obok chłopaka.
- Pięknie wyglądasz, no to idziemy. - Poinformował na co dziewczyna zarumieniła się lekko i ruszyli w stronę restauracji, którą wybrał Smoczy Zabójca.
Weszli do wytwornej restauracji, która zapewne była bardzo droga. Wyglądało na to, że Salamander już wcześniej zamówił tutaj wizytę, z czego dziewczyna była naprawdę szczęśliwa. Podeszli do jednego ze stolików, który był okrągły, przykryty szkarłatnym obrusem, na którym stały dwie białe świece, a pomiędzy nimi złota róża w przezroczystym flakoniku. Po za talerzami i sztućcami, były tam także dwie lampki czerwonego wina. Różowowłosy odsunął delikatnie krzesło, aby jego ukochana mogła usiąść, po czym sam siadł na przeciw niej.
- Jej, Natsu nie wiedziałam że jesteś taki romantyczny.
- Muszę ci jakoś wynagrodzić to wszystko.
Odparł spokojnym głosem, blodnwłosa była w siódmym niebie. W tle leciała spokojna muzyka, a oni mieli siebie, czego więcej mogła chcieć?


- Natsu, jak teraz będzie? Znaczy...co z twoją duszą?
- Nie mówmy teraz o tym, w tej chwili liczą się szczęśliwe chwile.
Odparł biorąc do ręki lampkę wina i delikatnie nią potrząsając, po czym upił małego łyka. Heartfilia uśmiechnęła się mimowolnie patrząc na ukochanego. 
- Po za tym, tutaj jest także hotel, więc kiedy skończymy kolację zabieram cię do tego pokoju, dzisiaj mamy dzień wolny i możemy go wykorzystać jak chcemy. Wszystko załatwiłem, o nic nie musisz się martwić.
- A Happy?
- Pod opieką Lisanny, nikt nam nie będzie przeszkadzał.
Magini także upiła delikatny łyk wina po chwili spoglądając na złotą różę, już nie mogła się doczekać kiedy pójdą do pokoju. Ten wieczór miał być najpiękniejszy w całym jej życiu.

~ skrawek pamiętnika Lucy ~

"Miłość jest jak nar­ko­tyk. Na początku odczuwasz eufo­rię, pod­da­jesz się całkowicie no­wemu uczu­ciu. A następne­go dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jed­nak poczułeś już jej smak i wie­rzysz, że będziesz mógł nad nią pa­nować. Myślisz o ukocha­nej oso­bie przez dwie mi­nuty, a zapomi­nasz o niej na trzy godzi­ny. Ale z wol­na przyz­wycza­jasz się do niej i sta­jesz się całko­wicie za­leżny. Wte­dy myślisz o niej trzy godzi­ny, a zapominasz na dwie mi­nuty. Gdy nie ma jej w pob­liżu - czu­jesz to sa­mo co nar­ko­mani, kiedy nie mogą zdo­być nar­ko­tyku. Oni kradną i po­niżają się, by za wszelką cenę dos­tać to, cze­go tak bar­dzo im brak. A Ty jes­teś gotów na wszys­tko, by zdo­być miłość" - tak, właśnie stałam się narkomanką. Jestem uzależniona od chłopaka z różowymi włosami, dzikimi, zielonymi oczami,cudownie słodkimi ustami i gorącym ciałem. Wystarczyło mi przez kilka sekund zaznać tylko skrawka tego uczucia, aby na dobre tego pragnąć. Chcę więcej, więcej i więcej, to jest nałóg z którego nie zrezygnuję"

Kiedy skończyli kolację skierowali się do pokoju hotelowego, wielkie łoże, cały pokój w świecach, znów wino i piękny, srebrny księżyc. Usłyszała jak chłopak zamyka drzwi i cichymi krokami zmierza w jej stronę. Opatulił ręce wokół jej talii po chwili składając słodkie pocałunki na jej ramionach. Westchnęła cicho pozwalając na chwilę przyjemności. Odwróciła się w jego stronę gładząc dłonią rozgrzany policzek i całując słodkie wargi, co zostało odwzajemnione z równą namiętnością. Chwycił jej biodra i przyciągnął do siebie nie zaprzestając pocałunków. Nareszcie czuła obecność, nareszcie wrócił jej prawdziwy Natsu, którego tak bardzo kochała i za którym tak bardzo tęskniła. Kiedy odszedł czuła nieprzeniknioną pustkę i samotność, taką samą jak po śmierci swojej matki. Zupełnie nie wiedziała co ze sobą zrobić, ale nareszcie wrócił i miała go jedynie dla siebie. Mimo iż był zmęczony tym wszystkim chciał teraz uszczęśliwić swoją księżniczkę, aby zamiast łez zaistniał uśmiech. Rozsunął zamek z tyłu jej pleców zsuwając powoli sukienkę z magini, natomiast ona pomogła zdjąć marynarkę, powoli rozpinając guziki koszuli. Następnie rozpinając pasek, tym samym sprawiając że spodnie opadły na dół pozostawiając na nogach chłopaka jedynie bokserki, upadli na łóżko, a ich ciała oświetlał księżyc. Obdarowywał pocałunkami jej brzuch, szyję w końcu docierając do zaróżowionych ust. Posadził ją na przeciwko siebie , blondwłosa pogładziła dłonią umięśniony tors Smoczego Zabójcy, po kilku sekundach mocno się do niego przytulając. Tkwili w takim uścisku kilka minut, siedząc w samej bieliźnie na środku wielkiego łóżka. Powoli oboje zasypiali, leżeli przykryci kołdrą, Dragneel tulił do siebie ukochaną, natomiast ona mocno ściskała jego silne ramiona.


*

- Natsu! Proszę, nie umieraj!

Krzyczałam patrząc jak jego oczy znów stają się puste i pozbawione życia. Próbowałam go obudzić, ale to nic nie dawało. Jego ciało było bezwładne, a usta lekko uchylone jakby coś jeszcze chciał mi powiedzieć, ale nie zdążył. Moje słone łzy skapywały na jego tors, obraz miałam zamazany przez te krystaliczne krople już nic nie widziałam, jakby mój świat zniknął, razem z jego śmiercią. Przyglądam się mu, nie ma serca, a w okół nas kałuża krwi. 
Spoglądam jeszcze raz na twarz, uchylone usta i niewidoczne oczy.

*

Wstała gwałtownie czując wilgotne od łez policzki, cała drżała. Rozejrzała się dookoła i dojrzała leżącego obok niej Salamandra. Usta miał lekko rozchylone, a oczy zasłonięte opadającą grzywką która zazwyczaj stawiał. Wyglądał dokładnie tak samo, przerażona zaczęła nim szturchać, aby się obudził.
- Natsu! Obudź się! - Krzyczała ze łzami w oczach. 
Chłopak otworzył powoli oczy spoglądając na ukochaną, przetarł dłońmi twarz siadając obok niej i patrząc na jej twarz.
- Hej, co się stało? 
Po chwili zrozumiał, znów miała ten okropny sen, w którym on umarł i zostawił ją samą, zasmucony przytulił ją mocno do siebie.
- Nie płacz już, wszystko jest dobrze. Żyję, to był tylko sen. Spokojnie.
Uspokajał ją gładząc jej blond włosy. Drżenie ciała ustało, a łzy przestały cieknąć z brązowych oczu, także mocno go przytuliła czując niesamowite ciepło i widząc żywe, zielone oczy. Nienawidziła tego uczucia, kiedy zostaje sama bez jego cudownego uśmiechu i ciepła. Ale po chwili budzi się i widzi go całego, zdrowego. Spojrzała przez okno, za którym nadal było ciemnogranatowe niebo z srebrnym księżycem przyozdobionym wraz z migającymi gwiazdami. 
- Już dobrze? 
- Chyba tak. - Odparła drżącym głosem.
- Cały czas jestem tutaj przy tobie, nie zostawię cie. Nie bój się.
Pocieszył ją gładząc wilgotny policzek z uśmiechem, po czym z powrotem położył się wygodnie na łóżku zapadając w sen. Heartfilia zrobiła to samo, lecz nie zasnęła tak szybko a cały czas obserwowała jego spokojną twarz.


*

Obudziła się rano tuż przed twarzą ukochanego, uśmiechnięta pogładziła jego policzek, po czym wstała idąc do łazienki. Weszła pod prysznic czując ciepłą wodę spływającą po jej ciele. Zaczesała włosy do tyłu i podniosła głowę do góry czując ciepły strumień wody. Chciała się cieszyć tym spokojem póki miała szansę, ponieważ to wszystko za niedługo miało się skończyć. Nadchodzi czas, kiedy będzie musiała wyjąć złote klucze i pokazać jak bardzo silna może być i czy wytrzyma to wszystko. 

Dragneel otworzył oczy i rozciągnął się nie czując obok siebie obecności magini. Usiadł przeczesując włosy i przecierając twarz dłońmi. Nie chciało mu się wstawać, ale musiał aby dowiedzieć się straszliwej prawdy. Po chwili z łazienki wyszła blondwłosa w samym ręczniku co nie przeszkadzało mu.
- Co się tak przyglądasz? - Zapytała jedną rękę zakładając za głowę i z lekkim zdziwieniem patrząc na zadowoloną minę chłopaka.
- Po to mam oczy, a to że jesteś taka ładna to już nie moja wina.
Odparł wygodnie opierając się o ramę łóżka, na jej policzkach pojawiły się rumieńce a po całym ciele przeszła fala gorąca.

*  *  *

Na drugi dzień wszyscy w gildii czekali na dwójkę magów, na twarzy żadnego członków Fairy Tail nie widniał uśmiech, a zmartwienie. Usłyszeli i dowiedzieli się czegoś co było najgorszym koszmarem jaki mógł ich spotkać.
Dragneel i Heartfilia weszli do gildii spokojnym krokiem, lecz kiedy ujrzeli smutek na twarzach przyjaciół ich radość zniknęła.
- Co się stało? - Zapytała blondwłosa.
- Carla miała wizję. - Oznajmiła cicho Marvell.
- Jaką? - Zadał kolejne pytanie Salamander.
- Widziałam...śmierć Natsu. 
Odparła kotka z powagą, ale i smutkiem patrząc na chłopaka, który aż znieruchomiał ze zdziwienia, natomiast Lucy zaczęła się bać przyszłości.
No to udało się. Wiadomość o wygranej konkursu macie w zakładce wiadomości, wybrany pairing HanaxIgneel. Jeśli chodzi o film z wizją Carli, to przepraszam za to że taki słaby i musicie link wciskać, ale inaczej nie potrafiłam i robiłam coś takiego pierwszy raz. Starałam się, aby ten rozdział był spokojniejszym, jak to się mówi cisza przed burzą. Mam nadzieję, że wam się podobało.

8 komentarzy:

  1. Podobało?! Ty moje kochanie uwielbiam Cię!
    Tym rozdziałem przeszłaś samą siebie. To takie piękne, że nie da się opisać słowami. Tyle uczuć przelałaś na ten rozdział- smutek, niepewność, szczęście, radość, miłość, oddanie. <3. Ach, kocham Cię za to. *.*
    Lubię takie sceny- taki spokój i romantyzm w jednym. Masz rację, przyda się odskocznia od akcji.
    Ta ich randka, te ich wspólne chwile- po prostu fenomenalne. :)
    Chociaż niepokoi mnie wizja Carli, to ufam Ci. Wierzę, że nie zabijesz naszego ulubionego Salamandra.
    Kochana weny, weny i jeszcze raz weny! :))
    Niech Cię ona nigdy nie opuści, bo co będę miała czytać?
    Pozdrawiam
    ~Mini :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że jestem pierwsza, muhaha *.*.

      A w ogóle kocham Cię za Twoją romantyczną stronę. <3

      No i teraz z czystym sumieniem mogę iść spać.

      Dobranoc kreciku. :*

      Usuń
  2. Czemu wizje Carli są zawsze takie złe? :(
    Buuu to nie jest fajne ;/ mam nadzieję, że ta się nie spełni..
    Rozdział wprost oh i ah! no jakże by inaczej ^^
    Natsu romantyk no nic tylko pozazdrościć takiego xD
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.. chociaż nie wiem czy to dobrze w tym wypadku ze względu na tą wizję Carli i przez sen Lucy.. ale czekam na kolejne emocje, które na pewno zagwarantujesz w kolejnej notce ^^

    Weny Kochana! ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie, czemu ta Carla musi być takim czarnowidzem, a nie może np zobaczyć szczęśliwej rodzinki Dragneelów? xD
    Rozdział taki w miare spokojy, w domku z rozwieszaniem prania... to mega słodkie było :3 Wręcz rozczulające, a co do romantycznej strony Natsu... to normalnie jak nie Natsu :D Szok ^.^ I już w tym pokojowym hotelu jak byli załączył mi się tryb zboko-Yashy, a oni... oni się przytulili i poszli spać :| Ładnie to tak zboczeńcowi nadzieje robić? xD
    Kochana z ogromną niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :*** Weny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Daj wiecej ero haha jak mozesz nie zmuszam cie haha
    Juz myslalem ze natsu sciagnie z niej ten recznik haha

    OdpowiedzUsuń
  5. Muzyczka z D.Gray-man *kołysze się na boki ze spokojem i powstrzymuje łzy* Takiego ukojenia było mi trzeba^^ Rozdział zajebisty dziewczyno!! Śmierć Natsu już nie... Romantyczna randka w drogiej restauracji i to z Natsu?! Lucy ty farciaro!! No nadrobiłam to czekam na moją Nagrodę i zapraszam do mnie^^

    OdpowiedzUsuń
  6. ,,Czasem wystarczy mu jedynie dzień, aby wyleczyć się z najpoważniejszych ran."- moc Kyuubi'ego?! O.o Ja cie chyba za te hentai zabije. . . -,- Nie, no żart :P Jak umrzesz to kto będzie pisał te zaj***te opowiadania ;) Aż mnie ciarki przeszły kiedy czytałam o tej wizji Carli :P A te z tymi linkami było genialne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakie to smutne... Ten sen Lucy... Aż miałam łzy w oczach... Lecę dalej. Muszę wiedzieć co się stanie ;)

    OdpowiedzUsuń